Rehabilitowany? o Boże!

23 sierpnia 2016
IMG_0513_Fotor

Tak, tak kochani nasza najmłodsza pociecha była rehabilitowana przez prawie 8 miesięcy. Dla niektórych brzmi to bardzo poważnie, w końcu dlaczego dziecko jest pod okiem fizjoterapeuty przez tak długi czas? „Napewno coś z nim nie tak, może jakieś porażenie, coż z napięciem mięśniowym albo z sensoryką? Gdy mówiłam różnym ludziom, że moje dziecko jest rehabilitowane… mogłam obserwować tysiąc różnych rekacji,min i sprawdzania czy maluch ma wszystko na swoim  miejscu. O dziwo miał – twarz raczej też ok i siedzi w wózeczku, więc o co chodzi? Continue Reading

Włoski omlet w 5 minut

18 sierpnia 2016
IMG_0570_Fotor

Od kiedy w naszym życiu pojawił się drugi szkrab czas, który wcześniej przeznaczałam na gotowanie skrócił się conajmniej o połowę. Tak oto stałam się królową szybkich i błyskawicznych obiadów, takich wykonanych z dzieckiem na ręku. Dzisiaj serwuję szybki omlet, ale nie taki zwyczajny bo z włoską duszą. Do startu gotowi, start. Continue Reading

GOTOWANIE

Borowianka jaglanka

12 sierpnia 2016
IMG_0363_Fotor

OJ, nie tak to  miało być… Pół roku czekałam na upragnione lato, a tu zamiast ciepła mamy jesienne wydanie sierpnia. Sukienki obrastają kurzem, a klapki leżą niechciane na dnie szafy. Ze smutkiem spoglądam na dynie i śliwki w warzywniakach, bo tak już po prostu mam, że wolę ciepło, a na samą myśl o jesieni i zimie czuje depresję. Marzy mi się w Polsce klimat śródziemnomorski: plaża, pomidory skąpane w słońcu, owoce morza, zapach opalonej skóry… mogę pomarzyć;) Póki jeszcze liście nie spadły, a wiele plonów lata możemy jeszcze kupić mam dla was przepis na pyszną jaglankę z borówkami, smakuje obłędnie. Continue Reading

wyjechać tam gdzie wszystko się zaczyna

8 sierpnia 2016
IMG_0076_Fotor

Pamietam jakby przez mgłę słońce, które ogrzewa mą małą twarz. Nie pali, nie drażni, po prostu przyjemnie tuli. Zza prawie zamkniętych powiek widzę pole w oddali, słyszę ludzi pracujących i te drzewa kołyszące i szumiące.Wydaje mi się, że stoję w drewnianym łóżeczku na łące i wszystko obserwuję i czuję się bardzo bezpieczna. Do dzisiaj nie wiem z jakiego czasu jest to wspomnienie, ale pamietam to sekundowe odczucie, że wszystko jest takie jak powinno. Mieliście tak kiedyś? Lubie wracać do tego odczucia, szczególnie gdy jest mi źle, smutno, gdy jestem zmęczona i mam dość. Jeszcze bardziej lubię wracać tam, skąd to wspomnienie pochodzi, gdzie cała ” wioska” opiekuje się moimi dziećmi, gdzie mam czas na samotne chwile z książką, gazetą, własnymi myślami. Bo tylko tam trawa pachnie tak niepowtarzalnie, orzech szumi jakby szeptał, a gwiazdy są na wyciągnięcie ręki. Przez miesiąc z dala od cywilizacji, praktycznie bez internetu i z zanikającą siecią można nabrać zupełnie innej perspektywy, nauczyć się doceniać rzeczy takimi jakie są, a nie jakie chcielibyśmy żeby były. Bo nie ma nic gorszego niż frustracja w związku z naszymi lub innych ludzi oczekiwaniami. Continue Reading

AKCESORIA PODRÓŻE

Rower to nie tylko sport!

13 lipca 2016
vintage-1082057_640

Początek

Podczas ostatniego, niestety za krótkiego, urlopu w Holandii miałem okazję skorzystać z dobrodziejstw komunikacji na jednośladzie. Rozumiecie! Słońce, wiatr we włosach, piękne widoki. Zaraz, zaraz, jesteśmy w Holandii. Odnośnie pięknych widoków zgadzam się w 100 procentach, wiatr we włosach i owszem, chociaż czasami potrafi „powiać” aż za bardzo. Słońce, no cóż – nam się udaje trafić dobrą pogodę, ale generalnie nie jest tak bajkowo. Dlaczego więc Ci wszyscy ludzie jeżdżą na tych rowerach? Powiedziałbym, że to już element kultury, promocji zdrowia, ograniczania niepotrzebnych kosztów. Plus brak konieczności fetyszyzowania faktu posiadania samochodu, który niczym rower jest narzędziem do przemieszczania się w stosunkowo niewielkim kraju o infrastrukturze rowerowej, przekraczającej nasze środkowo – europejskie wyobrażenia. Continue Reading

GOTOWANIE

Lody bananowo-borówkowo-kokosowe

8 czerwca 2016
DSC_5159_Fotor

Ciepłooo nareszcie nadeszło! Z czeluści szaf wygrzebaliśmy sandały i letnie sukienki. W tym czasie chłodzimy się wodą z mrożonymi owocami i miętą, pieczemy ciasta z rabarbarem i truskawkami, wyczekujemy porzeczek i wiśni. Co najważniejsze, wcinamy lody w niezliczonych ilościach. I to najlepiej te przez nas zmiksowane i zmrożone. Tym razem wykorzystaliśmy różne owoce w polączeniu z mlekiem kokosowym. Wyszły pyszne, lekkie, sorbetopodbne, o aksamitnej konsystencji. Moje  dziecko  zjadło 2  wciągu 3 minut – co jest nielada wyczynem,  biorąc pod uwagę, że preferuje głównie czekoladowe ;)Koniecznie musicie spróbować. Continue Reading

GOTOWANIE

Kaszotto z młodą kapustą i zielonymi szparagami

3 czerwca 2016
DSC_5001_Fotor

W tym roku zakochałam się w młodej kapuście i mogłabym ją jeść codziennie. Cudownie smakuje na ciepło, w formie surówek i jako dodatek do różnych dań. Dzisiaj postanowiłam wykorzystać jeszcze jedno bardzo wiosenne warzywo i stworzyłam kaszotto, pachnące świeżymi ziołami i pistacjami. Danie bardzo zdrowe i aromatyczne. Continue Reading

PODRÓŻE

Podróż z niemowlakiem to prawdziwe wyzwanie !

31 maja 2016
DSC_4615_Fotor

Chciałabym wam napisać, że jest łatwo, prosto i przyjemnie, że nie ma komplikacji i wszystko idzie jak po maśle. Marzyła mi się podróż, w której chociaż połowę czasu będę mogła „przekimać”, odpocząć, nie myśleć o niczym, tak w głębi duszy śnił mi się nothing box. Po raz kolejny życie nauczyło mnie, że jest zupełnie inne od naszych wyobrażeń. Może jednak zacznę od początku. Spragnieni przygody, wakacji, wojaży, oddychania inną spaliną od tej wrocławskiej, postanowiliśmy zaryzykować i wyruszyć w trasę z naszymi maluchami. Większy maluch pełen emocji i ekscytacji spakował się już tydzień wcześniej. Plecak i walizkę na kółkach wypełnił swoją niczym nieskrępowaną radością, grami i resorakami. Za to my , przezorni z listą w rękach, pakowaliśmy kompresyjnie nasze bagaże, tak by zapewnić sobie największą swobodę ruchów  w trakcie podróży. W końcu, wieczorową porą wsiedliśmy do naszego auta i z uśmiechem na twarzy wyruszyliśmy w kierunku przygody. Prawie poczuliśmy wiatr we włosach i wiejskie powietrze w płucach. 12 godzin przed nami wydawało się błahostką nic nie znaczącą. Pierwsza godzina nie była najgorsza, właściwie było całkiem ok. Starszakowi co prawda nie zamykała się buzia. Daleko jeszcze? Padło jakieś 100 razy, ale fajnie 1000, ale super 2000. Po za tym został nam zrelacjonowany każdy szczegół krajobrazu widocznego za oknem. Nasz 5 miesięczniak w tym czasie smacznie spał i wyglądał jak pączek w maśle. Sielanka, pomyślicie 🙂 Nasza radość szybko  się jednak  skończyła, wraz z pierwszym płaczem małego Hugo., który pomimo tego, że staraliśmy się udawać, iż jesteśmy w domu –  nie dał  się nabrać. Karmiłam tak jak zwykle, bujałam też tak samo. I co? Nie działało. Huguś płakał i krzyczał tak, że w połowie drogi chciałam wracać albo wysiadać. W końcu po intensywnym bujaniu zasnął, ale póżniej co godzinę historia z płaczem się powtarzała. Uwierzcie, było ciężko. Na domiar złego, gdy maluch płakał straszak nie przestawał mówić i opowiadać –  zupełnie nie zważając na histeryczne niezadowolenie brata. Najważniejsze, że dojechaliśmy pomimo kakofonii i bolących głów, przeżyliśmy. Ta sytuacja uzmysłowiła mi jedno, że nasze dzieci są zupełnie inne.  Borys gdy miał 10 miesięcy całą podróż do Chorwacji przespał, budząc się jedynie na karmienia. Ani razu nie zapłakał. Hugo nie odziedziczył po rodzicach i bracie miłości do jazdy samochodem. Ciągle łudzimy się, że z biegiem czasu się to zmieni. Nie myślcie proszę, że nie przygotowaliśmy się odpowiednio do podróży. Zakupiliśmy nawet specjalny fotelik  w którym dziecko podróżuje w pozycji leżącej.  Nie chcę myśleć co by się działo gdyby Hugo miał jechać 12 godzin w tradycyjnym foteliku. Jestem pewna, że sytuacja wygadałaby dużo   gorzej. Jeżeli szukacie ten rodzaj siedziska – śmiało mogę wam polecić Jane Matrix i Romer Be Safe Sleeper. Continue Reading

PODRÓŻE

Pchle targi w Holandii

23 maja 2016
DSC_4443_Fotor

Najwiecej waszych pytań dotyczyło  pchlich targów w Holandii. Jak, gdzie i kiedy się odbywają. Odpowiedź nie jest zbyt skomplikowana. Najlepiej jest wpisać w wyszukiwarkę: flohmarkt, trodelmarkt czy najbardziej popularne – vlooienmarkt wraz z miejscem, które chcecie odwiedzić lub miasto waszego pobytu. Holendrzy uwielbiają pchle targi i wydaje  się, że tylko szukają okazji by móc się zgromadzić i coś sprzedać. Choć mam wrażenie, że nie chodzi o chęć zysku, a bardziej o możliwość spotkania się z ludźmi i znajomymi. Targi mają różne charaktery, w zależności od miejsca. My odwiedzilismy trzy: w Bredzie, Tilburgu i MIddelburgu. Ten w Tilburgu był największy, z płatnym wstępem. Wielkość nie idzie jednak w parze z jakością. Na dużym placu można było kupić dosłownie wszystko: używane ubrania, ceramikę,  antyki lub ich podróbki, w skrócie „szwarz, mydło i powidło”. Dużo jednak było rzeczy zniszczonych, kiepskiej jakości… nie tego oczekiwaliśmy i szukaliśmy. Na pchlim targu w Bredzie znaleźliśmy się przypadkiem. Wśród sterty starych płyt winylowych i  obrazków udało mi się wygrzebać śliczny wieszak do pokoju dziecięcego z Miffy. Największym odkryciem i zaskoczeniem był natomiast targ w Middelburgu. Malutki, odbywający się na rynku głównym, w cieniu pięknej Katedry. Właśnie tam kupiliśmy za pare euro kubeczki botaniczne Villeroy&Boch, łyżeczki antyczne i srebrne uchwyty do szklanek. Jeżeli będziecie w Holandii koniecznie musicie odwiedzić targ staroci, jestem pewna, że znajdziecie tam coś dla siebie. Bo nie ma nic przyjemniejszego niż kupienie prawdziwych perełek za parę euro.

DSC_4361_FotorDSC_4497_FotorDSC_4489_Fotor