Kolkowe retrospekcje

10 lipca 2012

W weekend byliśmy odwiedzić naszych starych znajomych, którym urodziło się drugie dziecko. Było bardzo miło, zjedliśmy pyszny obiadek. W tym momencie muszę się przyznać, że zjadłam parę ziemniaczków i sałatę ze śmietanką. Czyli zrobiłam sobie krótką przerwę w diecie. Tak wyszło. Ale wracając do znajomych urodził się im śliczny bobas o ciemnych włoskach i niebieskich oczkach, który przez 2 godziny, gdy my jedliśmy, grzecznie leżał w wózeczku. Wszystko było super  do momentu gdy wybiła 15.30 i  zaczęło się. Krzyk, płacz, napinanie się. Kolejne dziecko „opętane” przez kolkę.

 W tym momencie  przypomniało mi się jak było z nami i małym Boryskiem.  Przez pierwsze trzy tygodnie życia Borysek był idealnym dzieckiem, spał, jadł, prawie nie płakał. Nie miał żadnych problemów z jedzeniem. Ja nie korzystałam z pomocy laktacyjnej i wyglądało na to, że maluch jest najedzony i szczęśliwy.

Po trzech tygodniach przyszedł dzień, w którym wszystko się zmieniło. Około godziny 16 maluch zaczął płakać, ale nie płaczem typu „ zmień mi pieluszkę” lub   „ jestem głodny”. Był to wrzask, krzyk niezinterpretowany przez nas dotychczas. Na dodatek dziecko zaczęło się prężyć i napinać. Nie pomagało nic, noszenie, kołysanie, przytulanie…. Każdy rodzic w tym czasie staje się bezbronny. Chce coś zrobić, ale nie wie jak pomóc, czy sięgnąć po lek, czy masować, odgazowywać, stosować herbatki koperkowe. Opcji jest mnóstwo, a skutki są różne. My postanowiliśmy pójść do pediatry, który powiedział, że muszę wyeliminować z mojej diety prawie wszystko :nabiał, świeże warzywa, ryby i wiele innych rzeczy. Przepisał też dwa leki, które miały zmniejszyć objawy kolkowe. Ja zastosowałam się do wskazań lekarza i przeszłam na dietę rosołkowo-krupniczkową. Dziecko przyjmowało leki według wskazań. I co? Nic się nie zmieniło. Każdego dnia około godziny 16 włączała się syrena, która trwała około 4 godzin do czasu kąpieli i zaśnięcia. Oczywiście często też szkrab budził się w nocy i „zabawa” zaczynała się od nowa. Później postanowiliśmy sięgnąć po herbatki koperkowe, tak uwielbiane przez wszystkie ciocie i babcie. Także one nic nie pomogły. Następnie były masaże, noszenie, tulenie, kropelki z Czech, Austrii… i wiele, wiele innych. I NIC…. Byłam już tak zdesperowana, że prawie dałam się namówić na zaprzestanie karmienia piersią. Gdyż wszyscy zaczęli mi doradzać, że trzeba odstawić synka od piersi, gdyż na pewno winą kolek jest alergia na moje mleko. Ale ja się nie poddawałam się i szukałam dalej. Postanowiłam zmienić pediatrę i trafiłam na cudowną panią doktor, która powiedziała, że mam jeść prawie wszystko i się nie przejmować restrykcyjną dietą. Tak też zrobiłam.

Parę dni później zadzwoniła do mnie moja koleżanka, desperatka, matka 2 miesięcznej Marlenki, która miała dużo gorsze kolki od Boryska. Poleciła mi kropelki BioGaia, które w jej przypadku spowodowały olbrzymią poprawę. Nie zastanawiając się dłużej sprawdziłam w której aptece można je kupić i wysłałam tam męża. Muszę się przyznać, że miałam duży dystans w stosunku do tych kropelek, gdyż stosowałam wcześniej inne znane probiotyczne krople, które nie spowodowały żadnej poprawy. Ale postanowiłam zaryzykować i zaaplikowałam je szkrabowi, nie oczekując cudów. I co się stało?

Płacz nie minął jak ręką odjął, ale sytuacja wyglądała  dużo lepiej. Dziecko nie napinało się aż tak, a  płacz  wydawał się nie tak intensywny. Z dnia na dzień mieliśmy coraz większą kontrolę nad płaczem, który stawał się coraz rzadszy i krótszy. Tylko rodzic, którego dziecko cierpi na kolkę jest w stanie zrozumieć jaką ulgę się czuje gdy maluch przestaje krzyczeć i napinać się. Bezcenne. Znaczącą poprawą było także wyregulowanie kupek i zmniejszenie ilości gazów w brzuszku. Gdy Borysek skończył 4 miesiące kolki odeszły w ten sam sposób w jaki się pojawiły.

Po okresie kolek pojawiła się dość poważne przeziębienie, w trakcie, którego postanowiliśmy podać kropelki Biogaia raz jeszcze w celu podniesienia odporności malucha. W czasie infekcji oprócz kropelek i syropków stosowaliśmy też inhalacje z soli morskiej. Dzięki temu nie było potrzeby podawania antybiotyku i po upływie około tygodnia kaszel i katar minął.  Od tego czasu Boryś nie był chory i nie miał żadnej infekcji. Gdy pogoda się pogorszy zacznę podawać maluchowi znowu kropelki by „chuchać na zimne”.  ( i jeszcze jedno zdjęcie 3 tygodniowego Bubińskiego)

You Might Also Like

9 komentarzy

  • Reply bekka 10 lipca 2012 at 10:23 am

    ja wiem coś na ten temat… kolkowy koszmar, my probowalismy wszystkiego krople probiotyczne, odgazowywacze, wentylki, herbatki… nic nie pomogło, tych kropelek nie probowalam, ale stosowalam inne o podobnym skladzie, nic u nas nie zdzialaly. Zauwazylam, ze wszystko zalezy od dziecka, kazdy rodzic cos innego poleca

  • Reply ambiguity 10 lipca 2012 at 11:18 am

    eee, widziałam zdjęcia, dieta może poczekać 🙂
    mój bobas nigdy nie był idealny 😉

    • BOBOBEBE
      Reply BOBOBEBE 10 lipca 2012 at 11:31 am

      haha, na zdjęciu mam wciągnięty brzuch;)normalnie to 5 msc ciąży;)

  • Reply Madeleine 10 lipca 2012 at 12:19 pm

    u mnie ani Ala ani Jaś nie mieli kolki, a i tak dają mi popalić 🙂

  • Reply martak 10 lipca 2012 at 2:52 pm

    u nas tez nie było kolek, ale zabkowanie bylo straszne

  • Reply Matrioszka 10 lipca 2012 at 8:59 pm

    O ciekawy bardzo post;) zainteresowały mnie te kropelki chyba zakupię na zimę co by uodparniać dziecię. Odetchnęłam z ulgą ze nas te kolki minęły. Diety raczej nie stosowałam i nie stosuje jem co jest nie wydziwiam:D

  • Reply Anna 10 lipca 2012 at 9:01 pm

    U nas kolek brak, ale ząbkowanie… szkoda gadać

  • Reply corka 10 lipca 2012 at 9:24 pm

    na szczęście kolka nas ominęła. odbyło się spokojnie.
    a te kropelki to chyba jakiś hit, bo na wielu blogach o nich mowa…

  • Reply ola 10 lipca 2012 at 11:27 pm

    Na szczęście Natalka nie miała kolek, ale Biogaię mamy w domu, pomaga na inne dolegliwości.

  • Leave a Reply