Matka Polka jest zmęczona

4 listopada 2012

Przed świętem Wszystkich Świętych mój małżowin musiał wyjechać na 2 dni poza granice naszego kraju, mówiąc innymi słowami zostaliśmy sami jak palec (właściwie palce;), bo wszyscy znajomi, przyjaciele i sąsiedzi wyjechali do swoich bliskich. Oczywiście by sytuacja była jeszcze bardziej tragiczna małemu zaczęły wychodzić dwójki, które nie mogą się przebić od jakiś 6 miesięcy, więc humor miał fatalny, na dodatek nie było Tatusia co zwiększyło zawartość beznadziei w beznadziei. A jak wyglądały te dwa dni? Mniej więcej tak. Pobudka jak zwykle 5.30. Palec w buzi i płacz- diagnoza mamy: to muszą być dolne dwójki, tym razem na pewno już wyjdą. Działania zaradcze: noszenie i przytulanie. 6.00 przygotowywanie śniadania z dzieckiem na rękach. Ból w górnej części kręgosłupa. W związku z zębami apetytu brak, ale humor jakby lepszy bo fajnie jest popluć bułeczką. W międzyczasie nastawiam zmywarkę z której brudne naczynia już wychodzą. Okruchy przykleja mi się do stóp, odkurzam z dzieckiem na rękach. Ból na całym odcinku kręgosłupa, promieniujący na rękę. Noszę malca dalej może zaśnie, a ja wtedy wezmę prysznic i się ubiorę, bo jakoś głupio chodzić w piżamie i raczej zimno by było gdybym wyszła w niej na spacer. Na szczęście zasypia, a ja w 4 minuty myje się i ubieram. W trakcie mycia zauważam, że brudne ciuchy wychodzą z kosza na pranie, więc nastawiam pralkę. Biegnę szybko do kuchni żeby ugotować jakąś zupkę dla nas, w ekspresowym tempie obieram warzywa, kroję je i wrzucam do gara. Oczywiście dziecko się budzi i jest głodne, karmimy zupką, zjada 2 miseczki, mama 2 łyżki bo nie ma czasu. To już 13 trzeba wyjść na spacer, mama szybko wrzuca coś na siebie, ponieważ jest zimno Bube trzeba ubrać w kombinezon i kozaki. Przy ubieraniu krzyk i wierzganie. Udaje nam się, wybiegamy z mieszkania. Chodząc czuję narastający głód i tak musimy iść do piekarni. Marzy mi się drożdżówka z serem, oczywiście gdy docieramy do celu okazuje się, że zostały tylko białe bułki. Kupuję trzy, jedną pochłaniam od razu. Spacerując, postanawiam zadzwonić do mamy, by mieć jakiś kontakt ze światem zewnętrznym. Mama ma zapalnie krtani i nie może mówić, więc dziwnie się jakoś rozmawia słysząc własny głos w słuchawce. Reszta koleżanek albo w pracy, albo z rodziną, nie ma do kogo zadzwonić. Więc rozmawiam z Boryśkiem, tzn ja mówię, ludzie oglądają się za mną na ulicy. Wracamy do domu, maluch je drugie danie. Później nosimy, zasypia. Ja szybko wrzucam piersi i warzywa na parownik i modle się by pospał 40 minut bo wtedy zdarzę zjeść. Przypomina mi się obładowana praniem pralka, biegnę powiesić już z lekka stęchłe rzeczy. Obiad już gotowy, nakładam sobie na talerz. Dziecko się budzi. Udało mi się ugryźć dwa razy pierś z kurczaka. Maluch głodny przygotowuje mu kaszkę z gruszką. Zęby bolą, płacze, trzeba przytulać. Obieram gruszkę, z misiem koalą przyczepionym do mnie. Zjada kaszkę, ja kończę zimny już obiad. Teraz czas na zabawę. Układamy klocki i bawimy się w chowanego. Są chwile, że opada mi powieka. Czas na kąpiel. Maluch szczęśliwy pluska się w pianie. Po wyjściu z wanny wraca mu wisielczy humor. Noszę i przytulam, zasypia. Ja bezszelestnie opróżniam zmywarkę i czyszczę kuchnię, która wygląda tak jakby przeszedł przez nią tajfun. Jest 22 siadam na kanapie i pleców nie czuje. Włączam ulubiony serial, zasypiam na nim po 20 minutach. W nocy wstaję do niego 5 razy, bo się odkrył, bo był głodny i bo nie wiem dlaczego? Pobudka o 5.30 i dzień świstaka. Myślę już o powrocie męża i tym, że będzie do kogo usta otworzyć i na reszcie ktoś odciąży moje plecy. Ta myśl daje mi siłę. Cały dzień ma jakby lżejszy przebieg i szybko się kończy. Zasypiam i wiem, że gdy się obudzę nie będę już sama. O 1 godzinie budzi mnie skrzypnięcie łóżka i czuje nagłą ulgę i spokój. Znowu jesteśmy razem.

You Might Also Like

15 komentarzy

  • Reply corka 4 listopada 2012 at 7:36 pm

    Kochana, ja od dwóch tygodni nie śpię. winowajcy to czwórki, wszystkie na raz. przebiły się już, jedne mniej drugie bardziej, ale w nocy jest koszmar.
    a na dodatek na ból tylko mama pomaga.
    musimy to przeżyć.
    tule Cię buziaki!

  • Reply bee 4 listopada 2012 at 7:57 pm

    happy and mnie rozczulil, dzielna bylas:))

  • Reply takatycia 4 listopada 2012 at 8:30 pm

    Brawo dzielna mamo! Tulę ogromnie, oby jak najmniej takich ciężkich dni :*

  • Reply Kruszynka 4 listopada 2012 at 8:54 pm

    Wszystko, co złe szybko się kończy ! Byłaś bardzo dzielna 🙂

  • Reply Matrioszka 4 listopada 2012 at 9:32 pm

    Tak wygląda mój każdy dzień 😉

  • Reply Hafija 4 listopada 2012 at 9:42 pm

    Ach, przede mną kilka takich dni właśnie! Przytulam!

  • Reply Jagoda 5 listopada 2012 at 1:50 pm

    oj, nie zazdroszczę 🙁 z moimi nawracającymi bólami pleców, aż boje się pomyśleć co będzie, gdy będę mieć dziecko 🙁

  • Reply Monika 5 listopada 2012 at 2:31 pm

    Tak to czytam i zastanawiam się co mnie jeszcze czeka przy moich bliźniakach…Na samą myśl ręce opadają….;/

    • BOBOBEBE
      Reply BOBOBEBE 5 listopada 2012 at 3:11 pm

      ty jesteś najdzielniejszą z mam i wszystko ogarniasz:)

  • Reply carryikurkuma 5 listopada 2012 at 3:12 pm

    Znam ten stan! 🙂

  • Reply Emma 5 listopada 2012 at 8:25 pm

    Ojjj działo się u Was, działo… całe szczęście tatuś jest już z wami 🙂

  • Reply madeleine 5 listopada 2012 at 9:57 pm

    to wyobraź sobie, że ja bardzo często jest taka sama nie wazne czy poniedziałek czy sobota, czy chore dzieci czy nie….mozna się przyzwyczaić, nawet po jakimś czasie szybciej się ogarniałam sama niż z mężem jak już był w domu 🙂

  • Reply sweet milieu 6 listopada 2012 at 9:09 am

    heh, rzec musze, ze mam tak non stop:) mozna sie przyzwyczaic:))

  • Reply ola 7 listopada 2012 at 12:44 am

    Jak Jurka nie ma to mój dzień podobnie wygląda;))
    Trzymaj się ciepło:))

  • Reply tina 7 listopada 2012 at 12:25 pm

    heh no u nas taty nie ma przez 5 dni w tygodniu i dni i noce wyglądają podobnie 🙂

  • Leave a Reply