Jak chodzenie po linie…

1 lipca 2014

Czas weryfikuje wiele moich poglądów nt macierzyństwa. Gdy Borysek mieszkał jeszcze w moim brzuszku wizualizowałam sobie nasze pierwsze spotkanie, zastanawiałam się jak będzie wyglądał, jakiego koloru będzie miał oczy, czy podołam by karmić go piersią, jaką będę mamą… Czytałam wiele książek, pytałam inne mamy, położne. Po prostu chciałam być przygotowana do nowej roli. Teraz zastanawiam się czy da się do macierzyństwa w ogóle przygotować? Początki nie są łatwe, a każde zetknięcie z nową sytuacją wywoływało u mnie strach i pytanie: a co teraz? Pamiętam jak parę dni po porodzie przybyła do nas położna by zbadać naszego malucha. Zajrzała mu do buzi i powiedziała, dziecko ma afty. W tym momencie w mojej głowie kotłowało się tysiąc myśli: skąd te afty, przecież karmię piersią, dziecko nie zna smoczka. W przerażeniu zaglądałam na język, szukałam jak te mityczne afty wyglądają w rzeczywistości. Mój matczyny instynkt podpowiadał mi, że to tylko osad z mleka na języku, ale ziarenko strachu zostało już zasiane. Parę dni później odwiedziliśmy naszą pediatrę, która powiedziała, że to oczywiście tylko osad. W trakcie badania, w zimnym gabinecie, na lodowatej wadze stwierdziła, że dziecko jest rozedrgane i zaleciła aplikację witaminy B6.  Parę godzin  po tym badaniu zdecydowaliśmy się skonsultować tą diagnozę z innym lekarzem, który ze spokojem powiedział, że dziecku nic nie jest, zapewne było mu zimno, jednocześnie konieczność podawania witaminy B6 została zakwestionowana. Mogłabym mnożyć przykłady różnych diagnoz słusznych, lub mniej prawdziwych. Za każdym razem odczuwałam strach, którego nie da się porównać z żadnym innym niepokojem. Strach o zdrowie dziecka jest paraliżujący, jednocześnie zmusza do działania, drążenia, szukania alternatyw… To uczucie, które gdy widzisz na termometrze 39,8 za ciebie błyskawicznie aplikuje czopek, samo ciebie ubiera, wkłada w rękę telefon, by w razie potrzeby za ciebie zadzwonić na pogotowie. Strach ten niejednokrotnie doprowadza prawie do obłędu, gdy krążąc po szpitalnych korytarzach czekasz na koniec operacji, gdzieś w myślach powtarzasz, że to tylko chwila, zaraz będziesz mogła na nowo tulić dziecko, ale niepokój nie odpuszcza. Chodzi w kółko bez celu przez 3 godziny, aż zauważasz, że twoje podeszwy są zdarte do cna. I choćbyś była najspokojniejszą mamą w takich chwilach zdominuje cię. Bo macierzyństwo to nie tylko te chwile pełne radości, beztroski, wypełnione zabawami i śmiechem, niosącym się do sąsiada. Są momenty, w których niejednokrotnie zastanawiam się co robić, czy podjęte działanie było słuszne, czy mogłabym to zrobić inaczej. Niektóre pytania ciągle pozostają bez odpowiedzi, bo macierzyństwo to czasami takie chodzenie po linie i  wróżenie z fusów…

DSC_0397

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply The Mrs Grey 1 lipca 2014 at 2:24 pm

    AMEN !! <3

    • BOBOBEBE
      Reply BOBOBEBE 2 lipca 2014 at 2:16 pm

      🙂

    Leave a Reply