Ostatni obywatele PRL

6 sierpnia 2014

Chcąc, nie chcąc PRL był częścią mojego dzieciństwa. Ze swoimi kolejkami, kartkami, octem na półkach, pochodami,  ale także z sąsiedzkimi przyjaźniami, spontanicznymi odwiedzinami i brakiem takich uczuć jak zazdrość. Pomimo tego, że PRL niewątpliwie był szaro-burą rzeczywistością, ubraną w takie same fartuszki, prane w rozklekotanych franiach, to w oczach małego dziecka, które jeszcze wtedy nie znało innej rzeczywistości, raiło się jako czas ciągłej ekscytacji, wartkich zmian akcji, ciągłego oczekiwania, czasami na coś, co zostało zabrane przez panią stojącą przed nami. Nie mieliśmy na to wpływu, tak być musiało, trzeba się było pogodzić z zaistniałą sytuacją.

DSC_3900

Zazdrość?

Zazdrość była pojęciem nieznanym i bardzo abstrakcyjnym. Ponieważ wszystkich otaczały podobne przedmioty, te same meble Albena, pralki frania, lodówki Mińsk, te same lale, wózki, aparaty fotograficzne, tak na dobrą sprawę nie było czego zazdrościć. Oczywiście jest to w pewnym sensie generalizacja, bo przecież i w PRL-u istniał podział społeczny. Byli przecież ci, którzy mieli wcześniej telewizory, telefony, malucha, ale pomimo tego zawiść miała charakter bardziej spolegliwy i szybciej opuszczała ciało. Zazdrość przybierała inną formę, gdy przychodziła spoza naszego świata, z mitycznej zagranicy i przywoziła kolorowe cukierki, metrowe czekolady i siusiające lalki. Sama niejednokrotnie śniłam o latarkowej lalce, prawdziwym Kubusiu Puchatku, czy też Barbie o bajecznych, blond włosach. Tą ostatnią dostałam parę lat później.

Spontaniczność

Brak rozwiniętej technologii i dobrodziejstw takich jak telefony komórkowe doprowadził do rozwinięcia spontanicznych zachować. Kto by się dzisiaj pokusił o podroż, autobusem, tramwajem, przez pół miasta, by wpaść do cioci, wujka na kawkę, herbatkę, ciasteczko, bez uprzedniego umawiania. Gdy udało się zastać domowników radość po obu stronach była ogromna, a pogaduchy, ploteczki trwały godzinami. Przywilej posiadania telefonu należał do nielicznych, w naszej klatce dostąpiła go jedna rodzina, dlatego gdy chciało się zadzwonić, trzeba się było udać na pocztę, a tam odstać swoje. Sama rozmowa niosła ze sobą pewien pierwiastek niepewność, gdyż zmogła być w każdej chwili zerwana.

Teraz ten stan jest nieznany, chcesz zadzwonić bierzesz komórkę do ręki, nawet nie musisz dzwonić wystarczy, że napiszesz na fejsie,  a wszyscy już wiedzą gdzie jesteś i co robisz. Zdjęcie na instagramie, facebooku zastępuje normalny kontakt z człowiekiem.

Wyobraźnia niczym nieograniczona

Namioty i prawdziwe królestwa tworzone z koców, poduszek, krzeseł i wszystkiego co było pod ręką. Celebrowania tworzenia płynu do baniek, który czasami był bardziej lub mniej udany. Godziny spędzone na trzepaku, grze w klasy, czy skakaniu w gumę. Podjadanie jabłek, czereśni, wiśni u sąsiada, które zawsze kończyło się raną na kolanie. Nie było mowy o zamulaniu przed telewizorem czy komputerem.

TV emitowała jedną bajkę dziennie, zawsze, niezmiennie o 19. „Bolek i Lolek”, „Wilk i Zając”, „Przygody kota Filemona” staraliśmy się chłonąć każdą scenę, bo powtórek przecież nie było, a magnetowidy nie były jeszcze dostępne.

Radość

W tej szarej rzeczywistości zdarzały się też momenty, które miały charakter niezwykły i uroczysty. Każde wyjście do kina, czy kawiarni poprzedzało oczekiwanie, a później nieopisana radość z bitej śmietany podanej w srebrnym pucharku, kolorowej galaretki uformowanej w idealne sześciany. Desery, lody jadło się powoli z namaszczeniem, przedłużając tą piękna chwilę, gdyż nie wiadomo było kiedy znowu odwiedzi się to „kulinarne sanktuarium”.

Transformacja Kapitalizm, który wdzierał się w moje życie jeszcze parę lat przed upadkiem muru, przywoził lalkę Barbie w kolorowym stroju kąpielowym, szwajcarskie czekolady opakowane w  górskie pejzaże, które kolekcjonowało się i układało na równe kupki. I zmienił nie do poznania nasze pokolenie, które zapragnęło więcej niż szmacianej lalki, zaczęło marzyć o całym świecie, otwierającym dla nas swe wrota.

Jeżeli interesuje was ten temat polecam książkę Pauliny Wilk ” Znaki szczególne”.DSC_3951

Autorka bardzo trafnie opisała dziecięcą codzienność w czasach PRL-u, relacje międzyludzkie, duże i małe problemy. Pokazała także jak zmieniła się nasza mentalność wraz z transformacją, która oprócz materialnego dobra, przyniosła też dość radykalne zmiany w postrzeganiu drugiego człowieka i otaczającej nas rzeczywistości.   DSC_3927DSC_3938DSC_3948

You Might Also Like

6 komentarzy

  • Reply Monika 6 sierpnia 2014 at 9:23 pm

    Skąd wy macie takie gadżety do zdjęć rodem z Perelu?? Ja jestem dzieckiem kapitalizmu mimo iż urodziłam się w stanie wojennym, to moi rodzice to urodzeni kapitaliści. Od 1989 prowadzili swój biznes i pamiętam ten dziwny zapach pomarańczy( których nie chciałam jeść bo nikt na podwórku nie jadł:)) i prince polo( to lubiłam:))wcześniej nie miał mi kto przywieź zagranicznej lalki czy gumy.

  • Reply Malgonia Dabrowska-Zasun 8 sierpnia 2014 at 9:16 am

    muszę mieć tę książkęęę:)

    • BOBOBEBE
      Reply BOBOBEBE 10 sierpnia 2014 at 1:17 pm

      oddam książkę za koszulkę z Fridą:)

  • Reply Ola 9 sierpnia 2014 at 2:03 am

    Zapisałam tytuł książki, tak ja zyłam w tych czasach, tak znam to wszystko o czym tu napisałaś, brakuje mi tego wszystkiego, czasem myślę, że chciałabym żeby to wróciło, więcej było radości, mniej zazdrości, dużo wyobraźni, spontaniczność..
    Naszym dzieciom czasem naprawdę by się to przydało…

    • BOBOBEBE
      Reply BOBOBEBE 10 sierpnia 2014 at 1:19 pm

      coś w tym jest, nikt nie zazdrościł bo wszystko było podobne, gdy ktoś chciał się wyróżnić musiał się nieźle nakombinować,znaleźć materiał, sam coś uszyć

    Leave a Reply