PODRÓŻE

OOO miś – czyli nasza relacja z Omisia;)

27 lipca 2015

Wyjazd na Hvar okazał się strzałem w dziesiątkę. Na liście młodego zatytułowanej „for the first time” znalazło się sporo fundamentalnych pozycji: promy, twierdze, winnice (choć z tego cieszyłem się akurat bardziej ja :),gaje oliwne, pola lawendy. Wspomnienia krajobrazów, których próżno szukać w okolicach Wrocławia lub też w „naszej” części Europy pobudziły naszą determinację do dalszych wyjazdów i zaczęliśmy rozglądać się za miejscem, które warto odwiedzić, jednocześnie nie „odpuszczając” dnia  na plaży. Padła propozycja: jedziemy do Omisia! Naprawdę?

Dlaczego? Miasto u ujścia Cetiny zawsze stanowiło problem. Z perspektywy czasu totalnie niezrozumiały, ale Omiś był tak zaskakująco „nie po drodze”. W zamierzchłych czasach :), kiedy nie było autostrad, miejsce to było ostatnim checkpointem przed wkroczeniem na ziemie Makarskiej Riwiery. To tu celebrowaliśmy rytuał ostatniej kawy „w trasie”, łapaliśmy oddech i podsumowywaliśmy przebytą drogę. Będąc na miejscu Omiś był tylko kolejnym punktem na mapie w drodze do Splitu lub widokiem za oknem, gdy przemierza się Chorwację w kierunku północnym.

To średniowieczne siedlisko piratów wita przyjeżdżających kilkoma turystycznymi skrajnościami. Dlatego też ludzie, oceniający to miejsce tylko i wyłącznie z perspektywy kilku bloków, drogi odzielającej apartamenty od plaży, ludzi lawirujących pomiędzy materacami, ręcznikami i bóg wie czym jeszcze, mogą nie dostrzec piękna „po drugiej stronie”. Najważniejszym punktem komunikacyjnym jest most na rzece Cetlinie, która majestatycznie wypływa z masywy Mosor tworząc bajkowy kanion oraz warunki idealne do wszelkiego rodzaju spływów. Idąc nieco dalej na południe dotrzemy do odizolowanej przestrzeni miejskiej, która przenosi nas w czasy średniowiecza wraz z każdą możliwą adaptacją w kolejnych stuleciach.

Co robimy? Oddajemy się wędrówce umilanej przez setki cudownych zapachów płynących z restauracyjek. Do pewnego momentu! Wiedziałem, że w Omisiu są ruiny fortyfikacji i niemal bezwiednie próbowałem dostrzec je gdzieś pomiędzy budynkami.

Są! W tym samym momencie zostały zauważone przez Borysa. Spostrzegł również wskazówkę na murze jak tam dotrzeć, po czym rzekł w iście średniowiecznym tonie: Na zamek Godfryda! Gdzie? Godfryda, z wyspy Sodor. Ano tak. Przepełniała mnie duma. Mój syn tak jak tata uwielbia średniowiecze -zamki, rycerzy, legendy, historie. Zapomniałem w przypływie radości o jednym drobnym szczególe. Po pierwsze podejście jest strome. Okazało się że również śliskie, stąd też zdecydowałem się pełnić rolę „nosiciela” aż na szczyt. Widok? WSPANIAŁY. I TEGO SIĘ TRZYMAJMY!

Po zejściu jeszcze tylko kawka i w drogę. Wracamy do siebie.

DSC_0899_Fotor DSC_0907_Fotor DSC_0911_Fotor DSC_0913_Fotor DSC_0912_Fotor DSC_0915_Fotor  DSC_0923_Fotor DSC_0933_Fotor  DSC_0939_Fotor DSC_0943_Fotor DSC_0956_Fotor DSC_0958_Fotor DSC_0991_Fotor

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Matko Zabawko 27 lipca 2015 at 10:31 pm

    Przez Omiś przejeżdżaliśmy (przez centrum) i niestety to nie mój typ. Te wszystkie urocze budynki i roślinność przysłonięte mnóstwem straganów na głównej ulicy…

    • BOBOBEBE
      Reply BOBOBEBE 28 lipca 2015 at 9:03 pm

      niestety ta główna ulica psuje cały odbiór tego ładnego miasteczka

    Leave a Reply