PODRÓŻE

Podróż z niemowlakiem to prawdziwe wyzwanie !

31 maja 2016

Chciałabym wam napisać, że jest łatwo, prosto i przyjemnie, że nie ma komplikacji i wszystko idzie jak po maśle. Marzyła mi się podróż, w której chociaż połowę czasu będę mogła „przekimać”, odpocząć, nie myśleć o niczym, tak w głębi duszy śnił mi się nothing box. Po raz kolejny życie nauczyło mnie, że jest zupełnie inne od naszych wyobrażeń. Może jednak zacznę od początku. Spragnieni przygody, wakacji, wojaży, oddychania inną spaliną od tej wrocławskiej, postanowiliśmy zaryzykować i wyruszyć w trasę z naszymi maluchami. Większy maluch pełen emocji i ekscytacji spakował się już tydzień wcześniej. Plecak i walizkę na kółkach wypełnił swoją niczym nieskrępowaną radością, grami i resorakami. Za to my , przezorni z listą w rękach, pakowaliśmy kompresyjnie nasze bagaże, tak by zapewnić sobie największą swobodę ruchów  w trakcie podróży. W końcu, wieczorową porą wsiedliśmy do naszego auta i z uśmiechem na twarzy wyruszyliśmy w kierunku przygody. Prawie poczuliśmy wiatr we włosach i wiejskie powietrze w płucach. 12 godzin przed nami wydawało się błahostką nic nie znaczącą. Pierwsza godzina nie była najgorsza, właściwie było całkiem ok. Starszakowi co prawda nie zamykała się buzia. Daleko jeszcze? Padło jakieś 100 razy, ale fajnie 1000, ale super 2000. Po za tym został nam zrelacjonowany każdy szczegół krajobrazu widocznego za oknem. Nasz 5 miesięczniak w tym czasie smacznie spał i wyglądał jak pączek w maśle. Sielanka, pomyślicie 🙂 Nasza radość szybko  się jednak  skończyła, wraz z pierwszym płaczem małego Hugo., który pomimo tego, że staraliśmy się udawać, iż jesteśmy w domu –  nie dał  się nabrać. Karmiłam tak jak zwykle, bujałam też tak samo. I co? Nie działało. Huguś płakał i krzyczał tak, że w połowie drogi chciałam wracać albo wysiadać. W końcu po intensywnym bujaniu zasnął, ale póżniej co godzinę historia z płaczem się powtarzała. Uwierzcie, było ciężko. Na domiar złego, gdy maluch płakał straszak nie przestawał mówić i opowiadać –  zupełnie nie zważając na histeryczne niezadowolenie brata. Najważniejsze, że dojechaliśmy pomimo kakofonii i bolących głów, przeżyliśmy. Ta sytuacja uzmysłowiła mi jedno, że nasze dzieci są zupełnie inne.  Borys gdy miał 10 miesięcy całą podróż do Chorwacji przespał, budząc się jedynie na karmienia. Ani razu nie zapłakał. Hugo nie odziedziczył po rodzicach i bracie miłości do jazdy samochodem. Ciągle łudzimy się, że z biegiem czasu się to zmieni. Nie myślcie proszę, że nie przygotowaliśmy się odpowiednio do podróży. Zakupiliśmy nawet specjalny fotelik  w którym dziecko podróżuje w pozycji leżącej.  Nie chcę myśleć co by się działo gdyby Hugo miał jechać 12 godzin w tradycyjnym foteliku. Jestem pewna, że sytuacja wygadałaby dużo   gorzej. Jeżeli szukacie ten rodzaj siedziska – śmiało mogę wam polecić Jane Matrix i Romer Be Safe Sleeper.

Collage_Fotor_Fotor

  1. KLIK, 2. KLIK lub KLIK , 3. KLIK, 4. KLIK 

na zakończenie jeszcze nasze hity, bez których nie wyobrażamy sobie podróżowania Collage_Fotor zestawienie_Fotor

  1. KLIK, 2. KLIK, 3. KLIK, 4. KLIK, 5. KLIK, 6. KLIK, 7. KLIK, 8. KLIK, 9. KLIK

 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply