ten strach

5 stycznia 2017

Wielu z was pytało o nasz pobyt w szpitalu, przesyłając równocześnie mnóstwo słów otuchy, a tym samym olbrzymie pokłady pozytywnej energii, za co bardzo pragnę wam podziękować:) Szpitale zawsze budzą we mnie przerażenie. Przeładowane sale, niemiły personel, zakażenia różnymi gronkowcami i innymi zarazkami. Sami rozumiecie. W naszym przypadku jednak nie dało się inaczej, bo sytuacja wygladała już bardzo nieciekawie. Zacznę jednak od początku. Syn nr 1, przedszkolak z krwi i kości, pewnego dnia przyprowadził do domu bardzo niefajne wirusisko: kaszel, katar i 3 doby bardzo wysokiej gorączki. Biorąc pod uwagę, że to dziecko prawie nigdy nie gorączkuje, wiedziałam, że to jest jakieś straszne świństwo. Gdy starszak wychodził już na prostą ,dopadło małego i to totalnie. Początki nie były najgorsze – jedynie wysoka gorączka budziła mój niepokój, ale w związku z tym, że dawało się ją zbijać  nie panikowaliśmy. Z dnia na dzień jednak gorączka nie ustępowała, na dodatek pojawiły się dreszcze, z którymi wcześniej nie mielismy doczynienia. Dziecko dosłownie trzęsło się z zimna. Przestało prawie jeść, ssało jedynie pierś. W 4 dobie nie byliśmy już w stanie zbić gorączki, wracała po 3 godzinach od podania czopka i wtedy podjęliśmy decyzję o natychmiastowej jeździe do szpitala. Pani doktor, która nas przyjmowała była przemiła, bardzo delikatnie zbadała rozpalonego malucha i natychmiastowo stwierdziła, że powinniśmy zostać. Tak też zrobiliśmy. Nie będę wam szczegółowo opisywać  naszego pobytu, w trakcie którego trafiliśmy na przemiłe pielęgniarki i mieliśmy to szczęście, że przebywaliśmy sami na sali. Nie był to łatwy dla nas okres: kroplówki, które sączyły się przez 5 godzin (możecie sobie wyobrazić dziecko, które przez tak długi czas ma trzymać rękę w dół), noszenie przez wiele godzin –  do dziś mam ból kręgosłupa i ten strach, który tylko rodzic chorego dziecka rozumie. Strach, że gorączka nie spadnie, a my zostaniemy w szpitalu całe wieki. Niepokój, że to coś poważniejszego niż wirus. Na nasze szczęście gorączka ustąpiła, a my mogliśmy wrócić do domu. 80% dzieci przebywających na oddziale było przyjętych w związku z bardzo wysoką gorączką, trwającą czasem dłużej niż tydzień. Takie mamy teraz wirusiska, wobec których nieraz jesteśmy bezsilni. Kochani, jeżeli będziecie w podobnej sytuacji, warto udać się do szpitala, gdzie wasze dziecko zostanie dokładnie zbadane, a lekarze sprawdzą CRP i nie podadzą antybiotyku bez powodu. Kierujmy się naszą rodzicielską intuicją. Polska słuzba zdrowia wbrew powszechnej opinii nie jest aż taka straszna.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply