PODRÓŻE

Toskania. Podróż samolotem czy samochodem?

11 września 2017

Łamiąc nasze przyzwyczajenia dotyczące wyboru wakacyjnej miejscówki, tym razem postanowiliśmy spędzić kilkanaście dni „Pod słońcem Toskanii”. Zachęceni opinią znajomych oraz mając w pamięci wszystkie cudowne filmowe plenery, rozpoczęliśmy przygotowania. Zakup przewodników, odgrzebanie zalegających w domu map oraz przeglądanie internetu. Mieliśmy wszystko w zasięgu ręki, a nawet czterech rąk. Tu jednak pojawił się pierwszy zasadniczy problem. Jeżeli Europa jest dla Amerykanów niczym skansen, to Włochy i Toskania mogą być uważane za serce i skarbiec skrywający najwspanialszy dorobek europejskiej kultury i cywilizacji. Na cóż się zdecydować, które z miast i miejsc odwiedzić? Biorąc pod uwagę, że była to pierwsza tak długa podróż Hugo, postanowiliśmy na miejscu ograniczyć czas podróży w jedną stronę do 90 minut, aby wakacje nie przerodziły się w poligon lub co gorsze obóz przetrwania rodem ze szkolenia Navy Seal. Pozostawał jeszcze do rozwiązania problem „drogi”, tej „drogi”. Niemalże 1400 kilometrów.

W stronę Toskanii

Pierwszą i najrozsądniejszą opcją dotarcia do Włoch wydawał się być samolot, a następnie wynajęcie samochodu. Jednakże po chwili namysłu (dobre 15 minut) zdecydowaliśmy się na podróż samochodem, która dałaby nam szansę na dwudniowy pobyt w Weronie oraz możliwość zatrzymania się w dowolnym miejscu, które wyda nam się interesujące. Jak pomyśleli, tak zrobili.  Ilu kierowców, tyle tras, jednakże zgodnie z rekomendacją google proponowane są dwa szlaki – czeski i niemiecki. Ze względu na większe zaufanie do naszych zachodnich sąsiadów w dziedzinie tworzenia szlaków komunikacyjnych, zdecydowaliśmy się na podróż: Wrocław – Zgorzelec – Drezno – Chemnitz – Hof.

W tym miejscu dokonaliśmy pewnej zmiany! Podglądając google maps na bieżąco widzieliśmy co dzieje się pomiędzy Monachium – Norymbergą i Hof. Być może ze względu na sezon urlopowy lub korytarz łączący Monachium z Berlinem był on tego dnia wyjątkowo „wypadkowy”. Dlatego też w Hof zdecydowaliśmy się odbić w kierunku Ratyzbony, aby „wbić” się tuż przed Monachium na obrany szlak. Warto! Odcinek autostrady dwupasmowy, ale zdecydowanie spokojniejszy, miejscami bez ograniczeń. Jedzie się dobrze.  

Checkpoint Rosenheim – 800 kilometrów za nami

Aby nie eksplorować nadmiernie Hugo (Borys to już prawdziwy zawodowiec), zdecydowaliśmy się na nocleg. Wybór padł na Rosenheim. Miło, sympatycznie, a poranny widok Alp rekompensuje ewentualne trudy podróży.  

Werona – 400 kilometrów przez Alpy i Dolomity

Pamiętając o check-in w Weronie o 14:00, spokojnie po śniadaniu rozpoczęliśmy kolejny dzień, przemierzając malowniczą trasę przez Alpy, które gdzieś w oddali ukazywały lodowce w pełnym blasku górskiego słońca. Ta niesamowita sceneria sprawiła, że 150 kilometrów naszego austriackiego odcinka przemknęło niemal niepostrzeżenie. Gdzieś pomiędzy kolejnymi tunelami przekroczyliśmy granicę – byliśmy w Italii. Kawa zrobiła się zdecydowanie lepsza, kierunkowskazy przestały być drogową normą, autostradę „wbitą klinem” pomiędzy górskie szczyty otuliły winoroślą, zamki, pałace i kościoły, strzegące od stuleci drogi w stronę południowego słońca. Ten niesamowity krajobraz wypuszcza nas ze swojego skalnego objęcia dosłownie na chwilę, przed Weroną.

Nasza Toskania – ostatnie 250 kilometrów

Ten odcinek to był „rzut beretem”, chociaż mogło być inaczej. Jeszcze w Polsce, przeglądając mapy, znalazłem alternatywną trasę, która prowadziła z Bolonii do Florencji i dalej lokalnymi drogami do naszego celu. W ostatnim momencie zrezygnowaliśmy. To była dobra decyzja. Włochy to piękny kraj z cudownymi autostradami i malowniczymi drogami lokalnymi. Ale jest to kraj również górzysty, który skrywa w większości odcinki niesprzyjające kojącej jeździe. Raczej oddają one temperament włoskich kierowców. Jest to mieszanka nonszalancji, szybkości, umiejętności i stylu. A mimo wszystko wypadków jest mniej niż u nas. Jeżeli zdecydujecie się na podróżowanie lokalnymi trasami, to tylko na krótkich odcinkach. Ponad dwugodzinna jazda potrafi zmęczyć fizycznie i psychicznie. Dla spokoju ducha warto wybrać autostradę.

Z Werony do miejsca docelowego dotarliśmy po około 2 godzinach. Odpoczywaliśmy.

Powrót do domu

Dwa tygodnie w trasie pokazały jak bardzo nasz dzieci pokochały długie podróże. Stąd też zdecydowałem się na podróż do domu bez dodatkowych noclegów. Czy jest to możliwe? Tak! 1400 kilometrów – wyjazd o 10:30 rano, przyjazd o 01:30. Przerwy co 2 godz. – piknik, restauracja, kawa, kawa, kawa, dłuższy postój i kolejne kilometry. Jazda samochodem nigdy nie sprawiała mi problemów. W minionych latach drogę do Chorwacji pokonywałem w trybie nocnym. Wiele zależy od naszych predyspozycji. W żaden sposób nie oznacza i nie definiuje to kogoś jako dobrego lub złego kierowcę. Niektórzy tak mogą, inni nie. Jeżeli ktoś chce spróbować, powinien „potrenować”.

Koszty 

  1. Paliwo

W naszym przypadku dwa pełne baki 60 litrów. W alpejskim terenie spalanie podskoczy, plus dodatkowe „spożycie” ze względu na bagażnik dachowy. W sumie 240 litrów tam i z powrotem.

  1. Autostrada Austria

Winieta dwutygodniowa 19 euro plus dwie opłaty po 9 euro za górskie odcinki – 37 euro tam i z powrotem.

  1. Autostrada Włochy

Wjazd na autostradę od strony Austrii, wyjazd we Florencji (kierunek Piza) 33 euro – 66 euro tam i z powrotem

Największy problem stanowi przeliczenie kosztów paliwa. We wszelkich przeliczeniach proponuję uśrednioną cenę 6 PLN. Dlaczego? Poza stacjami na autostradzie zatankujemy zdecydowanie taniej. Największa zaobserwowana różnica była we Włoszech od 20 do 50 euro centów. Nie zapominałbym również o jakości paliwa. Na płynach niemieckich spalanie było efektywniejsze, co przełożyło się na możliwość przejechania 100 kilometrów dalej.

Koszty przejazdu 1882 PLN

Zatem samochód czy samolot?

Musicie zdecydować sami.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply